Diagnoza: nowotwór. Jak sobie z nią radzić?

Drukuj

Przejdź do dyskusji
Dziedzina : psychologia

Dyskusja

 

Diagnoza – rak prostaty, którą słyszy mężczyzna, zmienia diametralnie jego życie. Związana z nią trauma musi znaleźć jakieś ujście. Co mówi na to psycholog?

Nowotwór prostaty nie jest chorobą, która należy do wyjątkowych. Podobnie, jak inne choroby nowotworowe, niesie zagrożenie życia i w pewnym sensie nieprzewidywalność rokowań. To właśnie stanowi o jej wyjątkowości.
Fakt, że lokuje się akurat w takim organie – oczywiście - niesie za sobą określone konsekwencje psychologiczne. Zagrożone jest bowiem nie tylko zdrowie somatyczne, ale także integralność psychiczna na wielu poziomach. Od tej najbardziej podstawowej, dotyczącej możliwości spełniania się w roli partnera seksualnego, po pytania związane z samooceną – „co to znaczy być mężczyzną” albo o sens własnego życia, czy przeżywa się je godnie, i co to, tak naprawdę, znaczy.
Każde doświadczenie traumatyczne wywołuje bardzo silny lęk i jest to naturalna reakcja w takiej sytuacji. Czy emocje strachu, przerażenia, może nawet bezradności muszą znaleźć ujście? Trudno teraz jednoznacznie na to odpowiedzieć, ponieważ od indywidualnych sposobów radzenia sobie z taką konfrontacją zależy to, co dana osoba zrobi po diagnozie.

Najczęściej spotykamy trzy strategie zmagania się z emocjami szeroko rozumianego lęku. Są to:
- unikanie i zaprzeczanie; udajemy, że nic się nie dzieje, minimalizujemy problem lub „wypieramy” ze świadomości wszystko,
co wiązało się z diagnozą. Osoby takie są szczególnie drażliwe, gdy bliscy zadają im „kłopotliwe” pytania.
- unikanie informacji o stanie zdrowia, a nawet podejmowanie działań i zachowań przeciwnych temu stanowi.
- najbardziej prozdrowotna reakcja objawia się zadaniowym podejściem do choroby i bardzo realistyczną oceną sytuacji.
Strach staje się motorem przemian w dotychczasowym stylu życia, a także często zaczynem zmiany jakościowej życia.
Nagle dokonuje się rewolucja w systemie wartości osobistych i dostrzegane są, bagatelizowane do tej pory, uroki życia.

Warto jednak nadmienić, że te style konfrontacji z zagrożeniem życia nie mają charakteru stałego i niezmiennego. Oznacza to, że zaprzeczanie w pierwszej fazie zmagania się z diagnozą może w efekcie przerodzić się w bunt i przynieść ostatecznie bardzo pozytywne nastawienie do siebie, bliskich i samej choroby.
W dużej mierze diagnoza „nowotwór prostaty” jest wyzwaniem dla całego systemu, czyli bliskiej i dalszej rodziny oraz znajomych. My, psychologowie, w sytuacji tzw. interwencji kryzysowej upatrujemy i szukamy zasobów w bliskim otoczeniu.
To ono zna najlepiej sposoby zmagania się z zagrożeniem i bliscy stanowią ważny fundament, na którym można od nowa budować relacje. Bo trzeba mieć świadomość, że życie przed diagnozą i po diagnozie to są już zupełnie inne jakości. Nie chodzi tu tylko o świadomość własnej śmiertelności, ale o świadomość, że wszystko ma swój koniec i to od nas zależy, jak przejdziemy przez własne życie. Pełna akceptacja w pewnym sensie własnej ułomności (to ona wywołuje złość, bunt i strach) może przerodzić się w szacunek dla swojego życia i szacunek dla życia bliskich.

Czy chory lub jego rodzina w takiej sytuacji zawsze powinni zwrócić się po pomoc do psychologa?

W Polsce nie ma tradycji korzystania z pomocy psychologów. Bardzo często pokutuje przekonanie, że do psychologa chodzi się w sytuacji ekstremalnej i korzystają z niej osoby chore psychiczne. Jest to ewidentny błąd w myśleniu, który zbiera niekiedy żniwo w postaci rozpadających się związków, cierpiących dzieci i co więcej, psycholog, który udzielając porady ostudziłby paniczny lęk, pokazał, jak wygląda normalność w nowej sytuacji, nie ma szans tego zrobić, bo albo jest już za późno (związek uległ rozpadowi), albo z pomocy korzystają osoby, które właśnie się rozstały, a wcześniej tak bardzo siebie nawzajem poraniły, że nie ma mowy o ponownym związku.

Moim marzeniem jest wprowadzenie do świadomości potocznej takiego przekonania, że do psychologa chodzi się, jak do specjalisty z zakresu zdrowia somatycznego. By w momencie, kiedy problem się pojawia, uzyskać rzetelną wiedzę i pomoc w zrozumieniu siebie, relacji miedzy bliskimi. Wszystko po to, by emocje żalu, wstydu, złości nie zdążyły „rozkręcić” się do tego stopnia, że staną się emocjami nie komunikującymi o tym, co szwankuje, a destrukcyjnymi. Bardzo często, zamiast przyznać się do tego, że jesteśmy pełni obaw i lęków, reagujemy złością, czy rozdrażnieniem. Psycholog bardzo szybko rozpozna takie destrukcyjne skrypty emocjonalne i pomoże zrozumieć ich sens, zanim zaczną szkodzić.
A zatem, do psychologa nie tylko warto, ale wręcz trzeba się udać. Podobnie jak wtedy, gdy szwankuje samochód, szukamy mechanika, a nie udajemy, że jest wszystko w porządku.
W sytuacji zagrożenia życia też nie bagatelizujmy problemu.

Rak prostaty wymaga od pacjenta przełamania tabu intymności. Jak do tego problemu podchodzi psychoterapeuta?

W psychoterapii, tam gdzie obowiązuje zasada czystej intencji i zaufania, nie ma tabu. Pacjent, który oczekuje pomocy w rozumieniu siebie, zupełnie inaczej podchodzi do sfery intymnej w trakcie terapii, czy interwencji kryzysowej. Jednym z celów, dla którego ktoś decyduje się na terapię, jest możliwość zrozumienia i poznania siebie, także w wymiarze intymnym. Stąd bierze się brak tabu w kontakcie terapeutycznym.
Terapeuta nie ocenia, stara się razem z pacjentem, rozumiejąc jego zachowania, myśli, emocje wypracować taki model, który będzie dla niego satysfakcjonujący. Bardzo często zadawanie pytań wprost, bez szczególnej aury związanej z życiem seksualnym powoduje, że pacjent zaczyna traktować takie tematy, jako naturalne i opowiada bardzo spontanicznie o snach, fantazjach i oczywiście lękach związanych z nową sytuacją życiową.
Nie ma tematów tabu, nie ma zatem w psychoedukacji czy w psychoterapii sfer, które się omija, byłby to błąd w sztuce i w takiej sytuacji terapeuta powinien poddać się superwizji.

Czy zatem psycholodzy powinni pomagać choremu w przeorganizowaniu jego życia?

Psycholog nie może podejmować decyzji za chorego i jego bliskich. Wręcz nie wolno mu tego robić. Niemniej jednak psycholog w pracy terapeutycznej pomaga w ustaleniu ważności celów życiowych, w zrozumieniu mechanizmów powstawania określonych emocji, w poznaniu motywacji życiowych. W tym sensie, dostarczając czy metaforycznie „oświetlając” przestrzeń życiową, jest w stanie zmienić życie chorego.

Jakość życia w chorobie - osoby skupione wokół chorego, jego bliscy, lekarze, psycholog, powinni o tym myśleć, ale poza tym, potrzebne są działania. Jakie?

Obowiązek myślenia „o jakości życia w chorobie” ma każdy z nas.
Pod tym modnym hasłem kryje się tak wiele definicji i określeń, że staje się ono słowem wytrychem i, jak każdy wytrych, nie nadaje się do otwierania wszystkich drzwi. Doświadczenie życiowe, indywidualna droga nadają swój sens czemuś, co określamy jakością życia. Nikt bez akceptacji i zgody nie może nagle komuś nakazać, że np. ma przestać palić papierosy, być pracoholikiem, itp. Jeżeli zmiana ma się dokonać - musi być wynikiem indywidualnego procesu przewartościowania. Strach przed nagłą utratą życia może dokonać takiej rewolucji, ale na jak długo?
W literaturze naukowej znanych jest wiele opracowań dotyczących trwałości zmiany postaw, przekonań w obliczu chorób zagrażających życiu. Wyniki trudno uznać za jednoznaczne i zachęcające. Osoby, które stosowały strategie unikania i zaprzeczania, dokonywały zmiany na bardzo krótki okres, a potem życie toczyło się, tzw. normalnym torem. Człowiek sam musi zrozumieć, że jedyne najcenniejsze dobro, jakie posiada to jest jego własne życie i dopiero wtedy może dokonać się w nim zmiana o charakterze trwałym.

A może rola psychologa powinna rozpocząć się dużo, dużo wcześniej. Może właśnie psycholodzy powinni zainicjować akcje profilaktyczne?

Uważam, że im więcej psychologii w życiu, tym mniej patologii. Dla mnie, jako psychologa, zastanawiające jest to, że tak wiele wiemy o świecie, który nas otacza, a tak mało o sobie i naszych emocjach. Ile razy emocje destrukcyjne zatruły nam życie? A ile razy udajemy, że ich po prostu nie ma? Kiedyś pokusiłam się o stwierdzenie, że emocjonalny analfabetyzm to syndrom naszych czasów. Zasada „im mniej czujesz tym mniej cierpisz” niestety zbiera swoje żniwo, także w postaci chorób nowotworowych. Chyba zatem czas na zmianę hasła: "myślę, więc jestem” na „czuję, więc jestem”. W tym wypadku szeroko pojęta profilaktyka to nauka oswajania i rozumienia własnych emocji, także tych bardzo trudnych,
jak lęk, złość, wstyd, itp.

Dziękuję za rozmowę
Bożena Skupińska




Temat miesiąca powstał przy współpracy z agencją GREEN PR






Autor: dr Elżbieta Zdankiewicz-Ścigała
Opublikowany: 2008-06-17


RSS

Subskrybuj nasze kanały RSS.

Zapamiętaj lub poleć

Zapisz ten artykuł do ulubionych lub poleć go innym na popularnych stronach web 2.0
 

Zabloguj o tym

Url do skopiowania

Wklej do swojego bloga artykuł z tej strony

Wklej do swojego bloga 10 najnowszych artykułów
 

Encyklopedia haseł

 

Reklamy Google

 

Państwa opinia i ocena merytoryczna artykułu

Jak oceniasz wartość merytoryczną artykułu?

celującą
bardzo dobrze
dobrze
miernie
negatywnie
Jak oceniasz wpływ artykułu na Twoje życie

bardzo istotny
istotny
umiarkowany
mało istotny
bez wpływu

Drukuj

 
Poleć nas, wyślij link z zaproszeniem na email:
 

© 2000-2010 Activeweb Medical Solutions.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Strony naszych Partnerów otworzą się w nowym oknie. Informacje płatne Premium. Informacje sponsorowane.
honcode kardiologia